niedziela, 15 lipca 2018

Za zamkniętymi drzwiami - B.A. Paris - recenzja


Autor: B.A. Paris
Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami
Tytuł oryginalny: Behind Closed Doors
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 301

"[...] nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach."

Perfekcyjne małżeństwo, perfekcyjne życie - piękny, duży dom, wymarzone wakacje, dobrze płatna praca dająca sławę. Czy istnieje jednak możliwość, że to wszystko nie jest prawdą? Czy to wszystko nie brzmi zbyt dobrze? Taki obrazek widzą znajomi, przyjaciele, ale jak to wygląda naprawdę?

Za zamkniętymi drzwiami to historia małżeństwa z pozoru idealnego - Jack i Grace wszędzie chodzą razem, są nierozłączni. On - przystojny, bogaty, z nienagannymi manierami, ona - czarująca, elegancka, elokwentna. Można rzec, że pasują do siebie idealnie, jednak czy to nie brzmi zbyt pięknie? Spostrzegawcze osoby zauważą kraty w oknach, ciągłą obecność męża przy żonie, osaczenie, strach w oczach kobiety. Lecz czy ich myśli długo tkwią w podejrzeniach? 

Muszę przyznać, że postawiłam tej książce wysoką poprzeczkę. Jej opis od samego początku mnie zaciekawił i nie mogłam się doczekać kiedy w końcu będę mogła zacząć poznawać historię małżeństwa idealnego. Niestety, dreszczyk emocji, którego oczekiwałam nie pojawił się ani na małą chwilę. 

Historia sama w sobie jest ciekawa i naprawdę dobrze napisana. Tę pozycję po prostu połyka się w całości. Nie trzeba odkładać jej na moment, żeby przetrawić informacje, uspokoić się. Ją się po prostu dobrze czyta.

Nie spoilerując powiem, że warto przeczytać ją do końca. Nie ma wielkiego wow, nie trzyma w napięciu, ale zakończenie... Po prostu chwyta za serce.

Ocena:
7.5/10

niedziela, 1 lipca 2018

My Bullet Journal - Lipiec

Witam po 3 tygodniowej przerwie!
Kto jest tutaj stałym bywalcem zapewne zauważył, że w roku szkolny posty wstawiałam co dwa tygodnie, dokładnie w niedzielę. Co się więc stało, że minęły trzy od ostatniego wpisu? Od dłuższego już czasu planowałam serię związaną z czymś, co nie tylko przyda mi się w "ogarnianiu" życia i bloga, ale i rozbudzi moją kreatywność na innej płaszczyźnie. Nie można się przecież zamykać tylko na pisanie! Tak więc zapraszam na pierwszy post z serii My Bullet Journal.

Czym właściwie jest BuJo?
Jak podaje Wikipedia "bullet journal (w skrócie BuJo) to analogowy rodzaj organizacji swoich notatek, planów, terminów. Polega na samodzielnym tworzeniu list, kalendarzy i innych układów. Nie ma jednego, konkretnego modelu." A w skrócie? To po prostu miejsce, w którym robisz co Ci się żywnie podoba. Tworzysz rzeczy, które ułatwią Ci codzienne czynności.

Strona zapowiadająca miesiąc.


Swoją przygodę z Bujo zaczęłam już jakiś czas temu, jednak tak się złożyło, że mówię Wam o tym dopiero dzisiaj. Moja strona tytułowa jest raczej prosta. Szczerze? Na tą chwilę nie kręcą mnie naklejki i inne formy dodatkowego ozdabiania. Ma być prosto i praktycznie.

Powiększona wersja kalendarzyka.


W tym miesiącu zrezygnowałam z dniówek, a nawet tygodniówek. Ponieważ mamy wakacje i nie potrzebuję masy miejsca do notowania, gospodarowanie kolejnego byłoby bezsensowne. 

Mental health tracker.


Często chodzę niewyspana. Mam problemy z koncentracją. Pod koniec miesiąca będę mogła skontrolować czy mój organizm dostaje odpowiednią dawkę snu. Zobaczę także czy częściej chodzę zadowolona, czy zupełnie przeciwnie.


W tym miesiącu zrezygnowałam także z tabelki dobrych nawyków. W zeszłym miesiącu zwyczajnie zapominałam go wypełniać. Wydaje mi się, że wolę spokojnie robić to, na co mam ochotę, niż martwić się, że ponownie w kratce z danym wyzwaniem stawiam krzyżyk. 


Co się wydarzyło?


Pisanie pamiętnika, a nawet dziennika na dłuższą metę w moim przypadku nie działa. Nie każdego dnia dzieją się rzeczy warte rozpisywania się na kilka kartek A4. Warto jednak wiedzieć, co i kiedy się robiło. Przydatne, naprawdę!

Moja codzienna wdzięczność.


W zeszłym miesiącu na każdy dzień zostawiłam sobie jedną linijkę miejsca. Pomyślałam, że będzie mi ciężko znaleźć choć jedną rzecz, za którą mogłabym być wdzięczna. A tu niespodzianka! Po krótkim zastanowieniu byłam w stanie wymyślić kilka takich rzeczy. I jak tu wybrać tylko jedną?

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Lednica 2018


Są miejsca, do których wracamy co jakiś czas. Żeby poczuć się lepiej, żeby przypomnieć sobie jak to kiedyś było, żeby odżyły dawne wspomnienia, minione emocje. Aby poczuć coś, co czuło się w danej chwili. Magię, która dotykała dogłębnie nie tylko nas samych, ale i ludzi wokół. Magię, którą wyczuć można było w powietrzu.
Pola Lednickie to z pewnością nie miejsce spotkania młodzieży, która modli się na baczność. Tańce? Śpiewy? No dobrze, ale o Bogu? Przy tym w ogóle można się dobrze bawić? Że niby ja mam cały dzień wielbić Boga? Stać w słońcu w polach, gniotąc się w tłumach ludzi? Przecież to nie dla mnie.
Jest powód, dla którego są to właśnie tłumy. Nie, nie wszyscy stamtąd kończą w zakonie. Nie, nikt Cię tam do niczego nie zmusi. Nie chcesz to nie jedź - Ty tracisz. Tracisz szansę na czas spędzony ze wspólnotą, z ludźmi, którzy są tak pozytywnie nastawieni do życia, tak energiczni i tak 'zajarani' Bogiem, że cóż...tak, nawet TY pożałujesz, że Cię tam nie ma.
Nie każdy wie, że oazy, pielgrzymki czy właśnie takie spotkanie to tak naprawdę radość i pasja. Pasja, którą zarażają mijane, nieznane osoby. Właśnie na takich wyjazdach czuć obecność Boga między ludźmi. Kiedy stoisz wśród tłumu o 2 w nocy i po prostu chwalisz Pana, cieszysz się, że tam jesteś, właśnie tam. Nie w domu w wygodnym łóżku. Ale właśnie tam. I potrafisz docenić tę chwilę.
Czy Pola Lednickie to miejsce, do którego chcę wracać? Tak, Pola Lednickie to z pewnością miejsce, do którego chcę i będę wracać w przyszłości.

czwartek, 31 maja 2018

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes


Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Tytuł oryginalny: Me Before You

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 512


Od premiery tej książki w Polsce minęły już dwa lata, jednak wzbudziła ona w czytelnikach tak duże emocje (w tym oczywiście we mnie), że nie mogło jej tutaj zabraknąć. 

Zanim się pojawiłeś to historia Lou i Willa, dwóch na pozór kompletnie różniących się od siebie osób. Dziewczyna - pełna energii, nosząca opinię ekscentryczki, strzelająca na każdym kroku gafy sprzedawczyni. Chłopak - spokojny, ułożony bankier, który cudem przeżył niebezpieczny wypadek. Dzielą ich nie tylko charaktery, ale i pozycje społeczne, które tworzą granicę nie do przejścia. A jednak los sprawia, że między bohaterów zaczyna wkradać się nieśmiałe uczucie. 

Główna bohaterka pracuje w kawiarni, aby pomóc w utrzymaniu rodziny. Lubi swoją bezpieczną, spokojną strefę komfortu. Jest to właściwie spełnienie jej marzeń. Zostaje jednak zwolniona, a przez kiepską sytuację materialną jej rodziny musi znaleźć pracę. Zaskakuje wszystkich w momencie, kiedy otrzymuje zlecenie u jednej z najbardziej poważanych rodzin w miasteczku. Sama wręcz nie dowierza, że udało jej się dobrze  wypaść na tle wykwalifikowanej konkurencji. 

Początki były trudne. Nie dość, że Lou musiała odnaleźć się w nowym miejscu, zaznajomić z obowiązkami i panującymi zasadami, sprawy nie ułatwiał wcale niepełnosprawny Will. Wręcz celowo wyprowadzał ją z równowagi, tym samym przysparzając cierpienia. Szybko jednak sytuacja się zmieniła i między bohaterami zaczyna się tworzyć silna więź.

Książka Zanim się pojawiłeś podbiła serca czytelników na całym świecie. I wcale się nie dziwię! Były momenty, kiedy czytając, śmiałam się na głos (co naprawdę nie zdarza się często), pojawiały się nawet pierwsze łzy szczęścia. Bywało i tak, że nie mogłam opanować płaczu. Dlaczego tak się stało? Dlaczego tak musi być?

Bardzo polubiłam bohaterów tej pozycji. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że dobrze się bawiłam poznając losy postaci. Sprawę ułatwiało lekkie pióro autorki. Tę powieść czyta się w mgnieniu oka! Z pewnością sięgnę po następną książkę.

Ocena: 9/10

wtorek, 15 maja 2018

Pierwsze urodziny bloga!


Cześć! 

Dzisiejszy post będzie nieco inny od tych, które znajdziecie tutaj zazwyczaj. Właściwie nie będzie miał większego sensu, jednak chciałabym Wam powiedzieć coś ważnego.

30 kwietnia 2017 roku (tak, tak, wiem, że już minęła połowa kolejnego miesiąca) opublikowałam tutaj swoją pierwszą recenzję. Liczę początek od tego dnia, ponieważ mimo, że wcześniej też pisałam posty - pierwsza moja publiczna opinia była jakimś przełomem. Momentem, kiedy postanowiłam wziąć to na poważnie, skupiając się na jakości, nie wyświetleniach. Była i wciąż jest to taka pewnego rodzaju lekcja systematyczności, której swoją drogą zawsze mi brakowało. 

Ktoś może powiedzieć, że przecież rok to nic. Może i tak, jednak ja przez ten okres czasu naprawdę poprawiłam swój warsztat pisarski. Sama dostrzegam różnicę między pierwszymi wpisami, a tymi ostatnimi. Cieszę się, że wytrwałam i wciąż mam chęci do dalszego prowadzenia tego bloga. 

Cieszę się, że wciąż mam coraz to nowsze pomysły, dzięki którym nie tylko poznam się z nowymi formami wypowiedzi, ale i urozmaicę nieco swoje posty. Mimo, że to tylko rok, ja jestem z siebie dumna! Doceniajmy nawet te najmniejsze sukcesy! To był dobry rok. To był dobry dzień.

Dziękuję, że jesteście! 





niedziela, 29 kwietnia 2018

I nie było już nikogo - Agata Christie - recenzja


Autor: Agata Christie
Tytuł: I nie było już nikogo
Tytuł oryginalny: Ten Little Niggers 
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 213

I nie było już nikogo wypożyczyłam ze szkolnej biblioteki zaraz po tym, jak skończyłam czytać Morderstwo w Orient Expressie. Stwierdziłam, że skoro ta pozycja jest dobra, następna też będzie. Myliłam się jednak. I nie było już nikogo jest znacznie lepsza!

Christie przedstawia nam grupkę osób, których pewnego dnia zaprasza rzekomo znana im osoba na okraszoną tajemnicą wyspę - Wyspę Żołnierzyków. Chodzą plotki, piszą o niej w gazetach - nikt nie wie, kim jest kupiec wyspy. Z pewnością jakiś miliarder. Tym chętniej bohaterowie chcą tam jechać. Na początku oczywiście myślą, że są jedyni. Że zaproszenie otrzymali od długo nie widzianych przyjaciół. Jak się później okazuje do odległego miejsca zaprosiła ich jedna osoba - tajemniczy pan Owen. Niedługo po tym następuje pierwszy zgon, jednak dopiero przy drugim zdają sobie sprawę, że to nie był nieszczęśliwy wypadek a zaplanowane zabójstwo. 

Co ciekawe postacie umierają wraz z bohaterami dziecięcej rymowanki w dokładnie taki sam sposób. Wierszyk bez wątpienia właśnie właściciel umieścił w każdym z pokoi willi. Taki plan mógł wymyślić tylko szalony zabójca, jednak po co? Aby sprawiedliwości stało się za dość? Aby ofiary pokutowały za niegdyś popełnione zbrodnie?

Dużym plusem tej powieści okazało się napięcie. Po poprzedniej książce Christie jaką czytałam raczej nie spodziewałam się dreszczyku emocji. Myślałam bardziej o ciekawej zagadce, którą mogę rozwiązywać razem z bohaterami. A jednak! Niezwykle miłe zaskoczenie. Miałam możliwość nie tylko głowienia się "kto zabił", ale i poczucia strachu, co wydarzy się dalej. 

Przyznam się, że nie udało mi się odgadnąć kim jest sprawca. Przewidziałam tylko oszustwo. Wiedziałam, że będzie, ale nie zorientowałam się kiedy nastąpiło. Cóż, może następnym razem pójdzie mi lepiej. 

Do historii nie mam zastrzeżeń, jednak muszę zwrócić uwagę na mankamenty samego wydania, a mianowicie literówek, które może i nie spotykane na każdej stronie, pojawiały się gdzieniegdzie. Niby mała rzecz, a przeszkadza. 

Ocena: 9/10

niedziela, 15 kwietnia 2018

Morderstwo w Orient Expressie - Agata Christie


Autor: Agata Christie
Tytuł: Morderstwo w Orient Expressie
Tytuł oryginalny: Murder on the Orient Express
Wydawnictwo: Dolnośląskie 
Liczba stron: 264


Był już Crais, była już Gerritsen, tak więc przyszedł czas na kolejnego autora, a raczej autorkę - Agatę Christie. Przyznam szczerze, że nie oczekiwałam jakichś fajerwerków. Raczej coś tam obiło mi się o uszy o twórczości tej kobiety i sama postanowiłam się przekonać czy faktycznie pisarka jest tak dobra, jak ją chwalą.

Morderstwo w Orient Expressie to kultowa już powieść, na której podstawie nakręcono film o tym samym tytule. Pewnego dnia w luksusowym pociągu kilkukrotnie pchnięty nożem zostaje wpływowy biznesmen. Staje się to nie lada zagadką, której rozwiązania podejmuje się Hercules Poirot. Sprawa staje się coraz bardziej zawiła, kiedy bohaterowie zaczynają kłamać, bojąc się o swój dalszy los. Tym samym, jest to ciekawe wyzwanie dla detektywa.

Muszę przyznać, że w pewnej chwili sama zaczynałam się gubić w tym wszystkim. Bez wątpienia - jedyną osobą, która nie czuła się zagubiona w całej tej sprawie był właśnie Poirot. Reszta śledczych była tak samo w lesie, co i ja. Wszyscy z wielkim zniecierpliwieniem czekaliśmy na wyjaśnienia bohatera. 

Trzeba przyznać, że powieść ta jest ciekawa, niezwykle barwna, można się dowiedzieć wielu rzeczy. Jednak mimo świetnych opinii, książka nie trzymała w napięciu ani przez chwilę. Nie mogę jednak powiedzieć, że się nudziłam. Tutaj akurat chapeau bas dla autorki. Naprawdę nie było momentu, kiedy miałabym ochotę odłożyć książkę. Historia jest po prostu ciekawa i przede wszystkim dobrze napisana. 

Ocena: 7/10