niedziela, 23 września 2018

Apartament w Paryżu - Guillaume Musso - recenzja



Autor: Guillaume Musso
Tytuł: Apartament w Paryżu
Tytuł oryginalny: Un appartement a Paris
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 388


Co roku o tej samej porze pisarz Gaspard przyjeżdżał do Paryża w celu napisania nowej sztuki. Stało się tak i tym razem, jednak po przylocie do kraju okazało się, że nie będzie to zwyczajny pobyt. Drogą nieporozumień w jego wynajętym mieszkaniu znalazła się również Madeline- która, tak jak i on, szukała spokoju. Już od początku bohaterowie nie przepadali za swoim towarzystwem, jednak szybko okazało się, że apartament, w którym zamieszkali kryje pewną tajemnicę. Postanowili więc połączyć siły i wspólnie rozwiązać zagadkę byłego właściciela- malarza, Seana Lorenza.

Muszę przyznać, że dawno nie miałam okazji czytać tak dobrej  książki, z tak świetnie wykreowanymi postaciami. Nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie bohaterów. Autor genialnie poradził sobie ze strefą emocjonalną. Pozwolił nam wejść w świat osób dotkniętych różnymi trudnościami. Dla jednych będzie to plus, dla innych minus, cóż- ja jestem zachwycona psychologiczną stroną tej książki.

Samo zakończenie nie wywołało efektu "wow". Mam wrażenie, że Musso odrobinę popłynął pod koniec, przez co powieść traci na wiarygodności. W żadnym wypadku nie była oparta na faktach, jednak wydawała się przyziemna, szczera i prawdziwa, natomiast rozwiązanie tej historii było zwyczajnie nierealne. 

Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej pozycji byłam pewna, że muszę ją przeczytać. Już sam opis bardzo mnie zaciekawił. Interesują mnie tematy ze sztuką związane, więc to była książka idealna dla mnie. Dużo malarstwa, dużo ciekawostek, dużo ciekawych cytatów. odwołań. Muszę przyznać- nie żałuję czasu spędzonego na czytaniu tej pozycji, mimo że bardzo długo się rozkręcała. Musso napisał kolejną powieść, której szybko nie zapomnę.

Ocena: 8.5/10

niedziela, 16 września 2018

Nadprodukcja plastiku


Dzisiejszy post będzie nieco inny od pozostałych. Krótszy oraz odbiegający od tematyki typowej dla tego bloga. Od jakiegoś czasu w internecie krążą filmiki z morzem wyrzucającym na brzeg tysiące śmieci. Media alarmują o konsekwencjach produkcji plastiku. Być może wielu z Was ma dość ciągłego powtarzania tego tematu, jednak czasem mam wrażenie, że to wszystko przewija nam się przez uszy, ale zaraz o tym zapominamy i właściwie niczego nie zmieniamy. 

Sama chcąc choć odrobinę wesprzeć walkę z plastikiem staram się nie używać jednorazowych torebek, pojemników. Całkiem przypadkowo trafiłam ostatnio na stronę z kubkami wielokrotnego użytku. Nie dość, że każdy z nich ma bardzo ładną grafikę, są przede wszystkim przyjazne środowisku. Lekkie, bardzo dobrze radzą sobie z wrzątkiem (dzięki gumowej osłonie nie sposób się poparzyć podczas trzymania naczynia) i można je myć w zmywarce bez obawy, że grafika wyblaknie czy całkowicie się zetrze.

Problem nadprodukcji plastiku może i nie dotknie nas samych, ale nie możemy zapominać o przyszłych pokoleniach, którym przyjdzie żyć z wszystkimi niedogodnościami, które będą skutkami naszych działań. Pamiętajmy o środowisku i dbajmy o nie pod każdym względem. Nawet jeśli coś wydaje się nie potrzebne, niewiele wnoszące- dając przykład innym tworzymy efekt kuli śnieżnej.

niedziela, 2 września 2018

Na skraju załamania - B. A. Paris - recenzja


Autor: B.A. Paris
Tytuł: Na skraju załamania
Tytuł oryginalny: The Breakdown
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 349

Główna bohaterka, Cass, wracając z przyjęcia spotyka na swojej drodze siedzącą w samochodzie kobietę. Zatrzymuje się, jednak osoba nie reaguje, nie wychodzi z pojazdu. Cała sytuacja wygląda na tyle podejrzanie, że po chwili wahania bohaterka postanawia odjechać. Nazajutrz okazuje się, że kobieta została zamordowana. Od tego dnia wszystko się zmienia. Nadchodzi paraliżujący strach.  

Na skraju załamania to druga pozycja tej autorki, którą miałam przyjemność czytać. Muszę przyznać, że nie byłam przekonana do tej książki po mocno średniej lekturze Za zamkniętymi drzwiami (recenzja - klik). Postanowiłam mimo to dać jej szansę, jednak nie ustawiałam poprzeczki zbyt wysoko. Z bólem muszę przyznać. że nawet temu poziomowi Paris nie sprostała. 

Moim zdaniem nie powinno się tej pozycji nazywać pełną grozy, z zaskakującymi zwrotami akcji. Niestety, mimo że czyta się ją błyskawicznie, zwyczajnie liczyłam na coś więcej. Na chociażby chwilę dreszczyku emocji czy niespodziewany zwrot akcji. Wspominam o zwrocie akcji, który nie jest dla mnie najważniejszą częścią książki, nie bez powodu. Autorka przygotowała niespodziankę, która była mocno przeciętna i przewidywalna. 

Ponownie muszę jednak przyznać, że historia sama w sobie była ciekawa. Mi to niestety już nie wystarczyło, nie miałam takiego zapału do czytania jak poprzednio, nie ciekawił mnie następny rozdział. Nie miałabym problemu z tym, aby przestać czytać, odłożyć książkę na półkę i już więcej do niej nie wracać. Jest to jednak dobra pozycja dla osób chcących zacząć swoją przygodę z thrillerami, lecz obawiających się, że nie wytrzymają napięcia. 

Ocena: 5/10

niedziela, 19 sierpnia 2018

Teatr odtrąconych poetów - Tamara Ireland Stone



Autor: Tamara Ireland Stone
Tytuł: Teatr odtrąconych poetów
Tytuł oryginalny: Every Last Word
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 315


Bardzo dawno temu znalazłam tę pozycję przeszukując internetowe strony z książkami. Przyznam, że tytuł od razu wpadł mi w oko. Szybko jednak zaginął z pola widzenia i niestety o nim zapomniałam. Jakiś czas temu odszukałam go i kupiłam, mimo wahania. Bardzo się cieszę z tej decyzji. Z pewnością nie zmarnowałam pieniędzy.
Główna bohaterka książki jest z pozoru normalną nastolatką. Maluje się, dobrze się ubiera, należy do szkolnej elity. Mimo iż i jej pozycję społecznej marzy niejedna nastolatka, ona czuje się niekomfortowo. Nie może zdradzić najlepszym przyjaciółkom swoich sekretów, nie może się przyznać do własnej słabości, do odmienności.
Pozycję czyta się w mgnieniu oka. Nie jest to ciężka literatura- wręcz idealna, wakacyjna powieść o odmienności, z którą można spędzić wieczór. Mimo to, niesie ze sobą ważne prawdy, ukazuje, że każdy jest tak naprawdę wyjątkowy, że nie można oceniać powierzchownie, czy że w każdym z nas drzemie potencjał. Ktoś powie, że to oczywiste rzeczy, banały. Może i to prawda, ale podczas czytania nachodziły mnie różne refleksje. Refleksje, które nie pojawiłyby się tak po prostu. 
O wyjątkowości tej książki mogłabym się rozpisywać bardzo długo. Pokochałam główną bohaterkę, jej opowieść i przede wszystkim poezję zawartą w tej pozycji. To, że każdy wiersz miał swoją historię. Autorka ukazała wyjątkowość i moc, którą niesie za sobą poezja. Nie zawsze dobra, nie zawsze kulturalna, może i miejscami niezwykle indywidualna, jednak właśnie dzięki temu wyjątkowa.
Uważam, że jest to jedna z tych pozycji, o której im mniej się powie, tym lepiej. Nie dlatego, że można coś przypadkowo zdradzić. Myślę, że ją po prostu trzeba przeczytać, żeby zrozumieć, jak ważne tematy zostały w niej poruszone.
Ocena: 8/10

niedziela, 15 lipca 2018

Za zamkniętymi drzwiami - B.A. Paris - recenzja


Autor: B.A. Paris
Tytuł: Za zamkniętymi drzwiami
Tytuł oryginalny: Behind Closed Doors
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 301

"[...] nic nie pozbawia nas sił równie skutecznie jak strach."

Perfekcyjne małżeństwo, perfekcyjne życie - piękny, duży dom, wymarzone wakacje, dobrze płatna praca dająca sławę. Czy istnieje jednak możliwość, że to wszystko nie jest prawdą? Czy to wszystko nie brzmi zbyt dobrze? Taki obrazek widzą znajomi, przyjaciele, ale jak to wygląda naprawdę?

Za zamkniętymi drzwiami to historia małżeństwa z pozoru idealnego - Jack i Grace wszędzie chodzą razem, są nierozłączni. On - przystojny, bogaty, z nienagannymi manierami, ona - czarująca, elegancka, elokwentna. Można rzec, że pasują do siebie idealnie, jednak czy to nie brzmi zbyt pięknie? Spostrzegawcze osoby zauważą kraty w oknach, ciągłą obecność męża przy żonie, osaczenie, strach w oczach kobiety. Lecz czy ich myśli długo tkwią w podejrzeniach? 

Muszę przyznać, że postawiłam tej książce wysoką poprzeczkę. Jej opis od samego początku mnie zaciekawił i nie mogłam się doczekać kiedy w końcu będę mogła zacząć poznawać historię małżeństwa idealnego. Niestety, dreszczyk emocji, którego oczekiwałam nie pojawił się ani na małą chwilę. 

Historia sama w sobie jest ciekawa i naprawdę dobrze napisana. Tę pozycję po prostu połyka się w całości. Nie trzeba odkładać jej na moment, żeby przetrawić informacje, uspokoić się. Ją się po prostu dobrze czyta.

Nie spoilerując powiem, że warto przeczytać ją do końca. Nie ma wielkiego wow, nie trzyma w napięciu, ale zakończenie... Po prostu chwyta za serce.

Ocena:
7.5/10

niedziela, 1 lipca 2018

My Bullet Journal - Lipiec

Witam po 3 tygodniowej przerwie!
Kto jest tutaj stałym bywalcem zapewne zauważył, że w roku szkolny posty wstawiałam co dwa tygodnie, dokładnie w niedzielę. Co się więc stało, że minęły trzy od ostatniego wpisu? Od dłuższego już czasu planowałam serię związaną z czymś, co nie tylko przyda mi się w "ogarnianiu" życia i bloga, ale i rozbudzi moją kreatywność na innej płaszczyźnie. Nie można się przecież zamykać tylko na pisanie! Tak więc zapraszam na pierwszy post z serii My Bullet Journal.

Czym właściwie jest BuJo?
Jak podaje Wikipedia "bullet journal (w skrócie BuJo) to analogowy rodzaj organizacji swoich notatek, planów, terminów. Polega na samodzielnym tworzeniu list, kalendarzy i innych układów. Nie ma jednego, konkretnego modelu." A w skrócie? To po prostu miejsce, w którym robisz co Ci się żywnie podoba. Tworzysz rzeczy, które ułatwią Ci codzienne czynności.

Strona zapowiadająca miesiąc.


Swoją przygodę z Bujo zaczęłam już jakiś czas temu, jednak tak się złożyło, że mówię Wam o tym dopiero dzisiaj. Moja strona tytułowa jest raczej prosta. Szczerze? Na tą chwilę nie kręcą mnie naklejki i inne formy dodatkowego ozdabiania. Ma być prosto i praktycznie.

Powiększona wersja kalendarzyka.


W tym miesiącu zrezygnowałam z dniówek, a nawet tygodniówek. Ponieważ mamy wakacje i nie potrzebuję masy miejsca do notowania, gospodarowanie kolejnego byłoby bezsensowne. 

Mental health tracker.


Często chodzę niewyspana. Mam problemy z koncentracją. Pod koniec miesiąca będę mogła skontrolować czy mój organizm dostaje odpowiednią dawkę snu. Zobaczę także czy częściej chodzę zadowolona, czy zupełnie przeciwnie.


W tym miesiącu zrezygnowałam także z tabelki dobrych nawyków. W zeszłym miesiącu zwyczajnie zapominałam go wypełniać. Wydaje mi się, że wolę spokojnie robić to, na co mam ochotę, niż martwić się, że ponownie w kratce z danym wyzwaniem stawiam krzyżyk. 


Co się wydarzyło?


Pisanie pamiętnika, a nawet dziennika na dłuższą metę w moim przypadku nie działa. Nie każdego dnia dzieją się rzeczy warte rozpisywania się na kilka kartek A4. Warto jednak wiedzieć, co i kiedy się robiło. Przydatne, naprawdę!

Moja codzienna wdzięczność.


W zeszłym miesiącu na każdy dzień zostawiłam sobie jedną linijkę miejsca. Pomyślałam, że będzie mi ciężko znaleźć choć jedną rzecz, za którą mogłabym być wdzięczna. A tu niespodzianka! Po krótkim zastanowieniu byłam w stanie wymyślić kilka takich rzeczy. I jak tu wybrać tylko jedną?

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Lednica 2018


Są miejsca, do których wracamy co jakiś czas. Żeby poczuć się lepiej, żeby przypomnieć sobie jak to kiedyś było, żeby odżyły dawne wspomnienia, minione emocje. Aby poczuć coś, co czuło się w danej chwili. Magię, która dotykała dogłębnie nie tylko nas samych, ale i ludzi wokół. Magię, którą wyczuć można było w powietrzu.
Pola Lednickie to z pewnością nie miejsce spotkania młodzieży, która modli się na baczność. Tańce? Śpiewy? No dobrze, ale o Bogu? Przy tym w ogóle można się dobrze bawić? Że niby ja mam cały dzień wielbić Boga? Stać w słońcu w polach, gniotąc się w tłumach ludzi? Przecież to nie dla mnie.
Jest powód, dla którego są to właśnie tłumy. Nie, nie wszyscy stamtąd kończą w zakonie. Nie, nikt Cię tam do niczego nie zmusi. Nie chcesz to nie jedź - Ty tracisz. Tracisz szansę na czas spędzony ze wspólnotą, z ludźmi, którzy są tak pozytywnie nastawieni do życia, tak energiczni i tak 'zajarani' Bogiem, że cóż...tak, nawet TY pożałujesz, że Cię tam nie ma.
Nie każdy wie, że oazy, pielgrzymki czy właśnie takie spotkanie to tak naprawdę radość i pasja. Pasja, którą zarażają mijane, nieznane osoby. Właśnie na takich wyjazdach czuć obecność Boga między ludźmi. Kiedy stoisz wśród tłumu o 2 w nocy i po prostu chwalisz Pana, cieszysz się, że tam jesteś, właśnie tam. Nie w domu w wygodnym łóżku. Ale właśnie tam. I potrafisz docenić tę chwilę.
Czy Pola Lednickie to miejsce, do którego chcę wracać? Tak, Pola Lednickie to z pewnością miejsce, do którego chcę i będę wracać w przyszłości.